Hej ho, hej ho do przodu by się szło

coffee-cup-desk-pen-01

Właśnie mija dziewiąty dzień nowego roku, a ja cały czas potykam się w sieci o “noworoczne podsumowania i cele”, więc w sumie dlaczego nie dać się ponieść i nie stworzyć czegoś tutaj? No dobra, przyznaję, po prostu jestem kiepska zarówno w podsumowaniach, jak i wyznaczaniu nowych celów.

Nigdy w życiu nie planowałam tradycyjnych już wręcz noworocznych wielkich zmian w swoim życiu, bo żyłam w przekonaniu, że i tak nie wytrwam dłużej niż dwa tygodnie (ok, na diecie wytrzymałam miesiąc). Jednak końcówka zeszłego roku była dla mnie i mojego zdrowia tak paskudna, że stwierdziłam: koniec tego dobrego lenistwa i braku systematyczności. Mimo wszystko i tak nie dam się wepchnąć na listę wszystkich noworocznie postanawiających. Co to, to nie.

Zaczynam od małego podsumowania. W sierpniu Lisiówka skończy dwa lata, jednak nie licząc posta “powitalnego”, w miarę regularnie tworzę ją od ponad pięciu miesięcy. W tym czasie na stronie pojawiły się dwadzieścia cztery posty i, hej, jak na mnie jest to bardzo optymistyczna liczba, nawet jeśli większość treści sama w sobie zbyt optymistyczna nie była. Zostawiając cyferki w tyle, wizja bloga tak bardzo zmieniała się w mojej głowie, że w tej chwili można powiedzieć, dryfujemy po bezkresności oceanu i nawet gwiazd dobrze nie widać, żeby złapać jakiekolwiek odniesienie do kierunku. Nie mniej jednak, tak jak gdzieś tam błysnęły tematy trochę “lifestylowe” i “DIY”, tak chyba wolałabym skupić się na tym co kocham całym sercem od dziecka. Tak, tak, nie oszukujmy się, aparat przyrósł mi do ręki i jedyna sensowna wizja mojego świata roztacza się przez obiektyw. Ba, nawet M. przemógł się do wzięcia w ręce mojego Olympusa i całkiem fajnie radzi sobie w trybie manualnym (nie, w ogóle nie jestem zazdrosna…). A więc tak, strona najpewniej zostanie w większości zawalona moimi zdjęciami i, chociaż strasznie obawiam się czy podołam, małymi podpowiedziami jak poradzić sobie z tym potwornym i przerażającym trybem manualnym.

W skrócie: będzie dużo zdjęć i trochę poradników.

Ach, zapomniałabym… obiecałam sobie, że jeśli do końca roku KETTUdesign nie ruszy chociaż o milimetr, to zamykam teatrzyk i niestety musiałam dotrzymać słowa… Także ten…

Jeżeli chodzi o podsumowanie mojego prywatnego życia, to jestem w totalnej rozsypce. Niestety siedzenie w domu powoduje straszne doły, a przyznaje, nie mam, nie miałam i chyba nigdy nie będę mieć twardej dupy. Za to do tej pory nabawiłam się jedynie stanów depresyjno-lękowych. Takie są w sumie minusy bycia strasznie emocjonalną i być może zbyt przewrażliwioną, ale mimo że mogę starać się tego po sobie nie pokazywać, wszystkie (nawet rzucone w żartach) rzeczy mówione przez innych strasznie trafiają w moje czułe punkty. Całe życie wmawiano mi, że mam być idealna i strasznie przeżywam, jeżeli nie jestem w stanie zaspokoić czyichś wymagań. W tej chwili nawet rozglądanie się za pracą powoduje u mnie zimne poty, duszności, ból żołądka i chęć zwymiotowania. Zresztą co tam praca, kiedy ogromnym wyzwaniem jest dla mnie wstanie z łóżka i pójście pod prysznic? Przez cztery lata dwójka obcych ludzi próbowała rządzić moim życiem i została tą ostatnią cegiełką, pod którą w końcu moja odporność psychiczna pękła, szczególnie, że mimo wszystko bardzo zależało mi na ich akceptacji (tak, najwyraźniej jestem durna do kwadratu).

Teraz walczę o odzyskanie spokoju wewnętrznego, swojego prywatnego życia, a przede wszystkim uśmiechu, więc jeżeli chodzi o plany na ten rok, nie mam zamiaru narzucać sobie ogromnych przedsięwzięć. Jak do tej pory jedynymi pewnymi rzeczami, które będę starała się wprowadzić w życie są: znów zacząć chodzić na spacery, więcej czasu poświęcić na fotografię i czytać (duuuużo czytać). No dobra, niech będzie, że zadbam jeszcze o swoje zdrowie (to psychiczne również, a może nawet przede wszystkim o nie). W sumie w skrócie: wrzucam na luz. Będzie co ma być.

Jeżeli chodzi o plany, które bardziej zostają w strefie marzeń niż realności, chciałabym doprowadzić do skutku swoją własną wystawę fotograficzną, jednak na razie oprócz pomysłu, nie mam ani tematu, ani żadnych “kontaktów”, zdjęć zresztą też. Drugą rzeczą jest moja “powieść”, a bardziej jej skończenie.

Także, trzymajcie kciuki, żebym do reszty nie zwariowała albo nie rzuciła wszystkiego w diabły. Chociaż wizja biegania po połoninach też jest bardzo kusząca.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s