Jesień w makro

IMG_1470-00101

Ci z was, którzy śledzą lisiówkowego facebooka, wiedzą, jak miło zaczął się nasz tydzień. Mi samej jest trudno uwierzyć w to, że poniedziałek nie musi być najbardziej podłym dniem, jednak wszechświat zdecydowanie nie lubi braku równowagi i odwdzięczył się nam zwariowanym wtorkiem, chociaż M. twierdzi, że na nasze “przygody” wpływ miały jego imieniny, a nie wszechświat.

Patrząc na wtorek (licząc od momentu, gdy wskazówki zegara magicznie zmieniły nam datę z 16 na 17 października) mamy na koncie pomoc dzieciakom, którym rozwaliło dwie opony i czekali na moście, aż gdzieś znajdzie się trzecia zapasówka. Dzięki Bogu oprócz nas zatrzymał się miły pan, który takową posiadał. Po problematycznej wymianie koła stwierdziliśmy, że w sumie skoro mają tylko 20 km do przejechania, to pojedziemy za nimi, żeby ich mimo wszystko asekurować (wiecie w razie, gdyby karma miała wrócić to wolę, żeby poprzedzało ją określenie “dobra”) i wszystko było by fajnie, gdyby pod koniec wycieczki biedny lisek nie wpadł im pod koła (chłopak nawet nie miał jak zahamować). My nie wytrzymaliśmy i stwierdziliśmy, że już wszystko mamy w nosie i wracamy do domu. Odespaliśmy, dzień minął w sumie jakoś bezproblemowo (nawet zdjęcia udało się porobić w lesie). No ale jak to tak? Przecież nie może być za pięknie, szczególnie, że mieliśmy iść wieczorem całą paczką na film. Ba, nie byle jaki film. Na THRILLER! I tak palimy jeszcze przed wyjściem, czekając na koleżankę, a przewidująca mama stwierdza nagle, żebyśmy tylko już dzisiaj omijali wszystkie atrakcje i innych drogowych rozbitków. Wykrakała, oj wykrakała. Jadąc (i to najgorszym, nieoświetlonym fragmentem trasy) patrzymy, stoi samochód na awaryjnych, M. zwalnia, ktoś przy samochodzie macha z latarką w ręku. Ewidentnie nam macha. M. zwalnia jeszcze bardziej, ale mówi, że w nosie, on się nie zatrzymuje. Dobrze, że zwolnił, bo za chwilę ledwo zdążył odbić w prawo na pobocze, żeby nie przywalić w truchło rozsmarowanego po drodze dzika. Powiem, że coś ładnie musiało w niego przywalić, bo skubańca rozsmarowało na długości dziesięciu metrów, a my nie dość, że mieliśmy super wstęp do filmu, to następnego dnia trochę roboty przy czyszczeniu samochodu z krwi i mięsa.

Trzymajcie kciuki, żeby wszelkiego rodzaju stworzonka trzymały się jak najdalej od naszego auta.

A teraz czas na obiecane w poniedziałek zdjęcia (cały czas testuję nowy sprzęt i coraz bardziej zakochuję się w fotografii makro):

IMG_0905-00401

IMG_0928-00101

IMG_1301-00101

IMG_1009-00101

IMG_1106-00301

IMG_1214-00101

IMG_1219-00101

IMG_1431-00101

IMG_1511-00301

IMG_1540-00101

IMG_1570-00201

IMG_1608-00101

IMG_1612-00101

IMG_1753-00101

IMG_1802-00501

IMG_1944-00101

IMG_2026-00201

IMG_2054-00201

IMG_2134-00301

IMG_0986-00101

IMG_0980-00301

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s