No i mi lisio

No i mi lisio

Jeszcze dwa posty wstecz klęłam na media społecznościowe i groziłam swojemu blogowi, a dziś siedzę i nie dowierzam. Nie dosyć, że popełniłam kolejny fanpage (tu), to dodatkowo od przedwczoraj jestem posiadaczem swojej prywatniutkiej domeny (o, możecie spojrzeć w pasek adresu – już nie ma zwyczajnej Alissabeth, od teraz zapraszam wszystkich do pachnącej mchem i wrzosem Lisiówki), a to wszystko za sprawą M., który – sama jestem pod wrażeniem – podobno wierzy, że idę w dobrą stronę i sprawił mi taki malutki prezent przedurodzinowy. On też jest pomysłodawcą samej nazwy, chociaż musieliśmy rzucać monetą, bo w grę wchodziła również Lisia Chatka, ale szczerze w Lisiówce zakochałam się bardziej. Może nie jest typowa, ale tak bardzo nasza, że chyba w przyszłości zawiśnie nad drzwiami naszego domu. O, tak, już ja o to zadbam!

W ogóle mam wrażenie, że ostatni czas był dziwnie podarunkowy. Już nie patrząc na domenę, w naszej przestrzeni zaroiło się od nowych książek, a M. przytargał trzy kubki “A, bo rzucili przy kasach w pracy, a że fajne to wziąłem”. Powiem tak, one nawet nie są “fajne” one są zarąbiste. Jego co prawda przeszedł już chrzest bojowy, ale mój czeka aż nabierze mocy sprawczej, więc test wielkiego picia herbaty jeszcze przede mną.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

W ogóle zastanawiam się nad rozpoczęciem cyklu “Miesiąc w obiektywie”, co wy na to? Takie krótkie podsumowanie pojawiające się na koniec miesiąca lub na początku kolejnego. Miałabym chociaż jedną regularnie publikującą się rzecz tutaj.

Nie przedłużając, znikam cieszyć się dalej.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s