We’ve been here before, don’t fear me*

Don't stand by the door,come near me_

*To tak w temacie wkradającej się wszędzie jesieni i delikatnie mrocznych, melancholijnych melodii – w tym wypadku padło na bardzo klimatyczny utwór Massive Attack – Come near me (feat. Ghostpoet), który jak dla mnie bardzo, ale to bardzo wpisuje się w nastrój ostatnich dni.

Nie powiem, będzie mi strasznie brakować ciepłego lata, mimo że przez sporą część padało, jednakże jesień kocham ponad życie i nie wyobrażam sobie mieszkania w klimacie, w którym brakowało by specyficznego sierpniowo-wrześniowego światła albo pięknych październikowych barw. Z przyjściem jesieni wiąże się również przyjście bardzo wyjątkowego nastroju, chociaż nie wiem skąd się to we mnie bierze. To taki dziwny czas, który zaczyna się w połowie sierpnia, a kończy zaraz po Wszystkich Świętych. Czas, kiedy w powietrzu unosi się trudna do opisania “magia”, kiedy zaczynam doświadczać dużo większej ilości bodźców i kiedy wzrasta moja kreatywność. Jest to też moment, w którym nigdy nie potrafię się odnaleźć i cały czas czuję otępienie, mam wrażenie, że stoję w miejscu albo biegam w kółko i na niczym nie potrafię się skupić. Nie umiem zebrać myśli, wyłuskać spraw w danej chwili najważniejszych, a najchętniej robiłabym wszystko na raz. Szczerze, zaczynam wtedy przypominać wiewiórkę z ADHD uzależnioną od kofeiny i współczuję wszystkim, którzy muszą mieć wątpliwą przyjemność jakiegokolwiek kontaktu ze mną. Doświadczam poczucia “mogącej wszystko”, tyle że są to bardzo krótkie i intensywne epizody, po których następują długie opady mocy przechodzące w stany depresyjne. Taka niekończąca się huśtawka nastrojów pozostawiająca mnie wymemłaną psychicznie i fizycznie. Mimo tego cholernie lubię ten czas, ponieważ jakimś cudem zawsze kończę z mnóstwem świetnych projektów.

I właśnie teraz znów czuję to samo, i wiem, że znów się zaczęło. Zobaczymy tylko jak skończę – z tarczą czy na niej, ponieważ:

  • pod wpływem impulsu otworzyłam sklep ze swoimi zdjęciami i już w sumie naszły mnie wątpliwości czy to w ogóle miało jakiś sens, bo wszystko stoi w miejscu i nie zamierza się nigdzie ruszyć, ale dałam sobie czas do grudnia. Nawet staram się jakoś to wszystko wypromować, szkoda tylko, że zdolności marketingowe leżą, kwiczą i turlają się pod stołem, a część to nawet pomyka już w białych kaftanikach. Jednak ten rok miał być rokiem poprawy i niepoddawania się po dwóch dniach, więc się staram, bardzo się staram, nie rzucić tego w cholerę.
  • ruszyłam z miejsca i właśnie pisze się moja praca licencjacka, powoli, ale bez przerwy. Może do grudniowego terminu obrony się wyrobię, chociaż z taką ilością spraw do wyprostowania i bardzo okrojonego czasu, boje się czy w ogóle zostanę do takowej dopuszczona (taa, nawet nie wiem kto jest moim promotorem…), ale sama za siebie trzymam kciuki. Plusem jest to, że dzięki tematowi licencjatu, mam kilka tematów na bloga.
  • odnośnie bloga, nawet zdarza mi się pamiętać o jego istnieniu! A wierzcie lub nie to bardzo duży postęp.
  • ciągle szukam pracy i ciągle nie dostaję informacji zwrotnych, więc ogłosiłam się z chęcią przygarnięcia chociaż jakichś transkrypcji lub czegokolwiek do napisania za drobną opłatą. Taa… jestem jak nic jakimś dziwnym osobnikiem, którego pieniądze ewidentnie nie lubią, bo mimo jakiegoś tam odzewu nic z miejsca nie ruszyło. A nie, przepraszam, ruszyło – napisał do mnie gościu, który też chciałby dorobić na czymś takim i doszedł do wniosku, że to ja zatrudniam, a nie szukam zatrudnienia… No bogowie, ja wiem, mogę być czasami poplątana, ale błagam, jest różnica pomiędzy “podejmę się”, a “zlecę”.
  • zebrałam kilka fajnych pomysłów na opowiadania, teraz zbieram motywację i odwagę, żeby usiąść do Worda.
  • powoli wracam do artystycznych popierdółek i jeszcze nic nie wywaliłam w przypływie ponadprzeciętnego zdenerwowania, więc jest szansa, że w końcu nauczę się chociaż trochę malować i tworzyć w miarę przyjemną dla oka grafikę.
  • uczę się zarządzania czasem i subtelnie zaprzyjaźniam z różnego rodzaju planerami. (Smerfia dupa, nie wiedziałam, że planowanie czasu, samo w sobie zabiera tyle czasu…)

Krótko podsumowując – trzymajcie kciuki.

A wy, jak podchodzicie do życia w takich momentach?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s