O wschodzie na północ

_Do one thing every day that scares you_

Ostatnio przypełzła do mnie jakaś fatalna bezsenność oraz chroniczne zmęczenie materiału, więc podjęłam decyzję, że raz na jakiś czas można zaszaleć, i w zeszłą niedzielę zamiast położyć się spać zaraz po przebudzeniu o 2.30, ściągnęłam mojego M. z łóżka. Najpierw z myślą żeby tylko potowarzyszył mi na papierosie, bo żem jest trzęsidupa, ale w miarę powolnego rozbudzania mózgowego, doszliśmy do wniosku, że można skorzystać z tak pięknie rozpoczętego dnia i nareszcie obejrzymy sobie wspólnie wschód słońca.

Tak więc 3.40: ciuchy na się, kawa w dłoń i do samochodu szukać dobrego miejsca do obserwacji tego cudu narodzin, który na dobrą sprawę nieuchronnie przybliżył nas tylko do znienawidzonego poniedziałku (tak, tak, na bezrobociu też można nie kochać niektórych dni tygodnia). I wszystko cacy, pięknie wręcz… Tylko dlaczego w połowie drogi jakoś tych gwiazd na niebie zabrakło? O, a co to się tam w oddali tak na sekundę rozjaśniło na nieboskłonie? Ty, zobacz to na przedniej szybie… To ktoś na nas pluje, czy co? Weź odpal wycieraczki, bo nie widzę co się na drodze dzieje. Paczaj, znowu się tam jaśniej na chwilę zrobiło. O co biega? Meteoryt? Wojna? Google uaktualnia mapy? Ech no mogliby tych zdjęć nie robić, bo niewyjściowa jestem… Poczekaj zadzwonię do mamy, niech kota do domu wpuści, bo może to jednak wojna.

Ale nie, nie wojna, nie Google, tylko zwykła ulewa z błyskiem w tle – czyli standardowo świat stwierdził, że: “Nie ma chuja – nie będzie kolorowo”. A my stwierdziliśmy, że chyba będzie trzeba kupować więcej Hortexu, co by Matkę Naturę ubłagać o jakieś okoliczności łagodzące na następny raz, kiedy będziemy chcieli się gdzieś wybrać. No cóż, słowo się rzekło – kobyłka u płotu, nie zawracamy. My wieczni optymiści przemy na przekór wszelkim przeciwnościom losu i żadna mżawka nam nie straszna – a nuż zaraz przeleci. (Noe! Ratunku, pomocy! Gdzie twoja Arka?)

No krówa, no nie… przeleciało, ale przez dywaniki.

Niezrażeni zatrzymaliśmy się na parkingu nad zalewem, ale jedyne co zobaczyliśmy to ścianę deszczu. No nic to, mamy jeszcze prawie godzinę do wschodu – jedziemy pokręcić się po mieście. Jednakże nic nam to nie dało i zrezygnowani wróciliśmy do punktu wyjścia, po drodze podziwiając rybitwy wsmarowane w asfalt. Swoją drogą, patrząc z mojego trochę rozchwianego punktu siedzenia, obraz całkiem klimatyczny. Chciałam nawet się zatrzymać i porobić zdjęcia, ale dostałam kategoryczny zakaz i spojrzenie wyrażające tylko niedowierzanie w to, jak spaczoną mam wizję.

Zatrzymaliśmy się na tym samym parkingu i kombinowaliśmy, jakby tu zapalić nie moknąc. Nawet ulewa jakby trochę straciła zapał. I wtedy coś mnie wzięło, żeby jednak wysiąść na ten deszcz. M. znowu spojrzał jak na wariatkę, ale ograniczył się do krótkiego “Zmarzniesz”. No to zagrzewana do boju jego optymizmem, podpaliłam papierosa i szybko wyskoczyłam z auta. A na zewnątrz…

Zupełnie inny świat, inna rzeczywistość. Wiem, że on nie w ogóle nie poczuł tak jak ja, a ja poczułam wszystko inaczej. Trafiłam do miejsca wprost z mrocznej skandynawskiej powieści. Już nie byłam u siebie. Teraz stałam nad betonowym urwiskiem z widokiem na głęboki fiord. Widziałam przed sobą morze kotłującej się wody, przyozdobionej białymi grzywaczami. Czułam wdzierający się w nozdrza zapach ryb i przegniłych wodorostów płynący z otrzeźwiającym wiatrem, i słyszałam fale rytmicznie odbijające się o brzeg w ciszy tego dziwnego, a zarazem ujmującego swoim pięknem poranka. I stojąc tak w strugach ciepłego, lipcowego deszczu znowu poczułam się wolna. Można powiedzieć, że w jakimś sensie odnalazłam dawną siebie. Po raz pierwszy od bardzo dawna poczułam się szczęśliwa.

I z całą pewnością, mimo zmęczenia po nieprzespanej nocy, wiem, że takich momentów w moim życiu będę szukać jeszcze nie raz.

 

*Post nie zawiera lokowania produktu.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s