Jak to się robi?

Do something today that your future self will thank you for.

No właśnie: jak to się robi? Jak się żyje?

Ostatni (i w sumie pierwszy) wpis popełniłam tu prawie rok temu z myślą o zmotywowaniu się do regularnego pisania, ale… Ale jak to bywa dużo się chce, a wychodzi jak zawsze, czyli nie wychodzi. Brak pomysłu na bloga, brak jakiejkolwiek reakcji świata wirtualnego na pojawienie się kolejnej (jeszcze) nic nie znaczącej w nim istoty zdecydowanie podłamały moje postanowienie.

W tym momencie mogłoby się wydać, że właśnie odpływam od pytania postawionego w temacie (bo po troszku odpłynęłam – choć wcale nie intencjonalnie), jednak już tłumaczę o co mi chodzi, w sumie to o co mi się myśli. A myśli mi się bardzo dużo i to od długiego czasu. Na początku roku uświadomiłam sobie i to całkiem przypadkowo, że będę w nim świętować moje ćwierćwiecze i powiem szczerze, że przeraził mnie ten kubeł zimnej wody, który od ostatnich urodzin powoli ciurkał mi na głowę, a w październiku najpewniej uraczył by mnie Niagarą paskudnych myśli. Ale co to, to nie! Bo ja go właśnie wyprzedziłam, o!, i paskudne myśli przyszły razem z roztopami i w tym tkwi cały problem, bo dopadło mnie zmętnienie egzystencjalne, a wraz z nim dręczące pytanie: jak żyć? (Aż świerzbi mnie w palce, żeby dodać tu wszystkim znaną frazę około polityczną.)

Więc kiedy już tak za mną chodziło i jęczało, to postanowiłam pogonić je jakąś sprytną odpowiedzią, ale uświadomiłam sobie, że tak naprawdę, to nie wiem co powiedzieć, bo niby żyję, ale jakoś tak bez zmian, bez sensu, bez ekscytacji… No tak sobie egzystuję przez ostatnie trzy lata i w sumie nic. Bo z tych moich wielkich planów na życie, to wyszedł mi w sumie tylko wielki tyłek, co nie za bardzo mi się podoba, bo spodnie ostatnio coraz ciężej znaleźć. Odbijam się tylko od jednego mądrego, co myśli, że ma najlepszy plan na moje życie do drugiego i robię się coraz bardziej nieszczęśliwa. Studiów nie skończyłam, pracy nie mam, perspektyw na życie też w sumie nie bardzo. Dupa, proszę państwa, dupa, jak się patrzy.

Wracając jednak do tego, że zostałam uświadomiona o ogromie moich niepowodzeń, zostałam też niespodziewanie obdarowana jednym dodatkowym bytem. W sumie to nie aż tak niespodziewanie, bo ten byt kręcił się w okolicy już od listopada, ale dopiero w czasie tych fatalnych mrozów zdecydował się wprowadzić. A, że ja nie z tych co to zawiodą małe słodkie i nieporadne byty, to pozwoliłam zostać i pączkować w ciepełku. W dwa miesiące wypączkowałyśmy już ponad dwa kilo, co częściowo cieszy i jednocześnie przeraża ile taki byt żre. Bo żre nie mało, a fundusze się nie rozciągają i szkoda, że na takie byty nie ma dofinansowania. Tak więc, skoro zostałam już sługą kłębu sierści uświadomienie przybrało tylko na sile, tak zresztą jak i poszukiwanie tej jednej słusznej odpowiedzi.

I tak oto dobrnęłyśmy razem do lipca, no dobra, prawie że sierpnia, a odpowiedzi jak nie znalazłam, tak nie znalazłam, i pewnie jedynej słusznej i prawidłowej nie znajdę. Jednakże ze względu no to, że kłębek mi zaufał i uwierzył, że się nim zaopiekuję, kroki jakieś powziąć trzeba, więc moją chwilową receptą na życie będzie po prostu bycie szczęśliwą. I niech wszyscy wypchają się tymi ichnimi planami i złotymi radami – wracam na wcześniej obraną ścieżkę i nie zamierzam z niej zejść, chyba że okaże się błędną. Ale wtedy będę plany korygować na bieżąco, byle tylko to co robię sprawiało mi radość.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s