Poskromić wiatr

travel

Siedzę przed pustą stroną i zastanawiam się o czym tak właściwie chciałabym napisać. W głowie z jednej strony kłębią się setki myśli galopujące i trudno uchwytne, z drugiej czai się dziwna pustka – cicha i ciemna otchłań, która pochłania wszystko jak czarna dziura. Nie mam pojęcia z czego wynika to zachwianie wewnętrzne. Być może zbyt długo nie pisałam i przez te kilka lat zanikła we mnie jakakolwiek zdolność komunikowania się przez słowa niewypowiedziane, a może głowa nie zgadza się przetwarzać tego, czego pragnie dusza? Niemniej ta twórcza niewydolność lekko uwiera, nie pozwala zapanować nad i tak nieokiełznanymi strzępkami idei.

Często wychodzę na papierosa i odrywam się od klawiatury. Kręcę się po podwórku. Siedzenie w miejscu też jakoś mi nie wychodzi, a tak przynajmniej jestem w stanie złapać oddech, podnieść głowę i rozkoszować się niebem nade mną, poczuć rześkie powietrze i zbliżającą jesień. Tak, jesień jest już coraz bardziej wyczuwalna, a razem z nią uczucie melancholii. Dziwne, ale dodaje mi to trochę otuchy i spokoju. Spokoju przede wszystkim. Lubię to przejście w czasie, kiedy noce są niby nadal ciepłe, jednak powoli wkrada się do nich mróz. Kiedy świeci słońce, a naciąga się na ramiona sweter, bo wiatr wgryza się igiełkami lodu w rozgrzaną skórę.

Ostatnio pojechałam posiedzieć nad rzekę – w miejsce, w którym spędziłam już wiele wieczorów zarówno na rozmowach, jak i rozmyślaniach. Nasunęła mi się wtedy myśl o tym, jak kilka lat temu sądziłam, że do szczęścia potrzebuję tylko spokoju ducha i stabilizacji życiowej. Jednak pod wpływem właśnie tego dziwnego wiatru obudziły się we mnie rzeczy, które zamknęłam pod kluczem. Przebudziły się i zaczęły wydostawać z głębokich zakamarków, drapać pazurami, skomleć, a potem już wyć razem z rozpędzonym wiatrem. Wyły i ulatywały na silnych podmuchach na północ, do wyśnionego miejsca. Do “domu”.

Do “domu” zaczął wyrywać się także i mój wilk. Dziki, nieokiełznany, przyciągany i kuszony przez zew wolności, a tak długo tłamszony i poniewierany niezdecydowaniem i strachem. Ten, który na podróż gotowy był od zawsze, od pierwszego tylko przelotnego nią zauroczenia. Czekający wyłącznie na moją decyzję, której podjęcia jestem coraz bliżej, bo nie tylko on rwie się naprzód jak oszalały – coraz bardziej rwą się również moje serce i dusza.

Do jezior, zórz polarnych i nieskoczenie rozległych lasów. Do poczucia wiecznej wolności.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s